Spirulina – cudowny śmierdziel
May 1st, 2012Wspominałam już, że glinka marokańska mnie nieco rozczarowała. Szczególnie liczyłam na to, że będę nią mogła zastąpić maseczki oczyszczające do twarzy, niestety pozostawiała twarz zaczerwienioną. Robiąc naturalne zakupy (czyli zamawiając różnego rodzaju półprodukty do tworzenia moich mazideł), postanowiłam do wirtualnego koszyka wrzucić spirulinę.
O algach można się sporo naczytać – jak cudownie oczyszczają, nawilżają, odmładzają i w ogóle – robią ze skórą wszystko, co dobre. Kupiłam sproszkowaną spirulinę w skromnym sklepiku internetowym w cenie 5 zł za 20 gramów tej magicznej algi. Spośród wszystkich alg z kolei spirulina jest tą, którą stosuje się wewnętrznie jako suplementy diety w formie kapsułek. Zacznę może od tego, że algi nie wyglądają za ładnie i na pewno za pięknie nie pachną, nie spodziewałam się więc proszku o zapachu róż, ale mimo wszystko pierwsze powąchanie było sporym szokiem. Spirulina naprawdę śmierdzi! Na jakimś forum ktoś porównał jej zapach do zapachu kurzych odchodów, mi kojarzy się on z pokarmem dla rybek akwariowych, ale jeszcze bardziej śmierdzącym.
Ciemnozielony proszek spakowany był w plastikowy słoiczek wielkości kremu pod oczy, byłam przekonana, że wystarczy na maksymalnie kilka zabiegów. Okazało się, że po dodaniu wody spirulina zmienia się w gęstą, ciemną(nadal śmierdzącą…) pastę. Maź jest gładka i łatwo rozprowadza się ją po skórze, dodatkowo dzięki swojej wyjątkowej smarowalności jest pierońsko wydajna – radzę zaczyna od 1/4 łyżeczki i dodać tyle wody, aby spirulina miała konsystencję bardziej stałą niż ciekłą. Jeśli jest za gęsta, wystarczy rozprowadzać ją na zwilżonej skórze. Zapach jest mocno nieprzyjemny, dlatego można dodać olejek eteryczny, ja dodaję z drzewa herbacianego, dzięki czemu maseczka ma właściwości antybakteryjne.
Spirulinkę można pozostawić na 10-20 minut, jednak przedłużenie tego czasu nie skutkuje żadnymi podrażnieniami jak miało to miejsce w przypadku glinki marokańskiej. Dobrze jest co jakiś czas zwilżać twarz, skrapiać ją wodą czy tonikiem w sprayu, aby maseczka całkowicie nie zaschła. Przy zmywaniu należy zachować ostrożność, żeby nie pobrudzić całej łazienki spiruliną – głęboka zieleń mogłaby źle się kojarzyć… Najlepiej twarz zmywać dłużej niż standadowo to robimy i dokładniej, ponieważ nawet małe ilości i już dobrze rozcieńczonej spiruliny pozostające gdzieś na granicy włosów przy twarzy potrafią pięknie pokoloryzować ręcznik.
A teraz najlepsza część: po zmyciu skóra jest dobrze oczyszczona, gładka i napięta, spirulina bowiem będzie odpowiednia nie tylko dla tłustej cery w celu jej oczyszczenia i zmatowienia, ale też dla skóry mało jędrnej ze zmarszczkami, ponieważ działa jak lifting. Już wiem, że nie będę więcej kupować sklepowych maseczek oczyszczających, ponieważ rewelacyjnie sprawdzają się w tej roli spirulina i zielona glinka, o której niebawem. Na pewno będę też próbować innych naturalnych maseczek, np. tzn. czarne mydło czy glinka Beloun.




